Osoby ubiegające się o wybór na ważne w danej społeczności stanowiska skłonne są zwykle podkreślać swoją wyjątkowość i wskazywać na te spośród charakteryzujących je cech, które z definicji wynoszą je ponad innych zdając się świadczyć o tym, że ten lub inny kandydat jest: mądrzejszy, lepszy, bardziej doświadczony, posiadający obszerniejszą wiedzę lub rodzinną tradycję.

Tymczasem, powodem, dla którego postanowiłam ubiegać się o wybór na funkcję Prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej nie jest towarzyszące mi przekonanie, że jestem inna niż pozostali, lecz przeciwnie:

Jestem taka, jak inni adwokaci. Z pewnością, jak większość z nich.

Nie wywodzę się z rodziny o wielopokoleniowej tradycji związanej z wykonywaniem zawodów prawniczych.
Jestem jednak przekonana, że otoczenie, w którym wzrastałam nauczyło mnie szacunku do drugiego człowieka i przekonania, że jeśli mogę mu pomóc, staje się to w istocie moim obowiązkiem.
W ramach zawodowej praktyki nie zajmuję się obsługą transakcji o wysokich wartościach.
Reprezentuję klientów przed sądami w sprawach, które dotyczą ich zwykłych, codziennych i życiowych problemów dzięki czemu mam poczucie, że w sposób realny zmieniam świat na lepsze. Wprawdzie nie globalnie, ale w najbardziej jednostkowych wymiarach.
Nie pracuję w dużej korporacji.
Prowadzę indywidualną kancelarię, przez co nierzadko towarzyszą mi rozterki dotyczące finansowego zabezpieczenia na przyszłość. Mimo to, każdego dnia odczuwam wdzięczność płynącą z możliwości wykonywania w pełni niezależnego i wolnego zawodu oraz satysfakcję z dokonanego wyboru.
Nie mogę pochwalić się kilkudziesięcioletnią praktyką adwokacką.
Na rynek weszłam, jednakże w czasie, gdy dostęp do zawodu został w sposób niemal niekontrolowany otwarty, a konkurencyjność na rynku wzrosła w stopniu nieznanym historii palestry. Mimo tych przeciwności znalazłam swoje miejsce.
Nie jestem człowiekiem wolnym od wad.
Z pewnością popełniłam niemało błędów, zarówno w obszarze blisko 10-letniej adwokackiej praktyki jak i w toku ponad 6-letniej obecności w mediach. Z doświadczeń tych wyciągam naukę, a nie nauczkę, która odbierałaby mi entuzjazm do tego, czym się zajmuję.
Mam 40 lat.
Jestem osobą młodą, ale nie na tyle, aby poprzestawać na marzeniach. Poza nimi – mam też plany, które konsekwentnie realizuję.
Samodzielnie wychowuję dwoje dzieci w zróżnicowanym wieku (8 i 15 lat).
Ponad wszelką wątpliwość umiem zarządzać czasem i łączyć życie rodzinne z pracą i pozazawodowymi przedsięwzięciami.
Wiem, jakie problemy dotykają adwokatów, bowiem ja także ich doświadczam.
Jestem świadoma konkurencji i ograniczeń, bo mam z nimi do czynienia każdego dnia. Rozumiem na czym polega przepracowanie i znużenie wyzwaniami codziennego dnia połączone z żalem płynącym niekiedy z bolesnej konfrontacji z rzeczywistością, w której praca wymagająca lat wyrzeczeń nie daje oczekiwanej finansowej gratyfikacji. Wiem, co czuje rodzic, który równocześnie musi zaopiekować się chorym dzieckiem i stawić na rozprawie.

Nie jestem lepsza od innych adwokatów. Jestem taka, jak oni.

Daje mi to przekonanie, że nie tylko wiem, jakie zmiany są potrzebne Adwokaturze, ale przede wszystkim – jak wprowadzić je w życie. Nie tylko bowiem słucham głosu adwokatów, ale nade wszystko – słyszę co naprawdę mają samorządowi do powiedzenia.