Obie płcie muszą mieć w świecie równe prawa. Czas to dostrzec.

Przyglądając się deba­cie adwokackiej towarzyszącej kampanii wyborczej do organów samorządu, można odnieść wrażenie, że życiowe, zawodowe, rodzinne i nomenklaturowe problemy kobiet stały się w tym gorącym okresie przedmiotem szczególnej uwagi środowiska.

Choć na co dzień poruszanie tych zagadnień więcej osób skłania do parsknięcia śmiechem niż rozważenia inicjatywy ustawodawczej objęcia prawną ochroną, obok tytułu zawodowego „adwokat”, także „adwokat -ki”, niemal

z dnia na dzień w ostatnim czasie okazuje się, że używanie tego słowa jest jednak musem, a nie obciachem, a omawianie wyzwań stojących przed kobietami w kontekście łączenia przez nie obowiąz­ków domowych i pracy to naturalna sprawa, a nie wyborcza zagrywka.

Trudno byłoby zaprze­czyć, że zagadnienie faktycznej, a nie wyłącznie formalnej równości nie tylko w samorządzie adwokackim jest przedmio­tem mojej uwagi, a zarazem tematem publikacji. Mam zatem świadomość, z jakim odbiorem temat się ten spotyka w przerwach pomiędzy kampaniami wyborczymi, jaki budzi opór i skłonność do wywodzenia, że nie ma żadnych prze­szkód, aby kobiety pełniły ważne funkcje w adwokaturze.

Z jednej zatem strony cieszę się, że po latach burz i naporu kobiecość zdaje się częściej stawiana w jednym rzędzie z profesjonalizmem, a nie urokiem osobistym i zgrabnymi nogami, a cechy przypisywane płci pięknej postrzegane są jako atut. Z drugiej zaś obawiam się, że czas zmian dopiero przed nami.

Gdyby bowiem było inaczej, przyzwyczajenia zaczęłyby silniej kruszeć. Nie dzisiaj, lecz co najmniej cztery lata temu.

Przypomnieć wypada, że w 2016 r. na Krajowym Zjeździe Adwokatury podjęto uchwałę o zwięk­szeniu udziału kobiet w działalności samorządowej. Tymczasem, jeśli się nie mylę, jedynym przejawem jej wykonania jest organizo­wanie przez Zespół ds.

Kobiet corocznego konkur­su pt. Adwokatka Roku.

Oznacza to ni mniej, ni więcej, że wsparcie udzielane kobietom w adwokaturze pochodzi od nich samych i ma charakter incydentalny, zaś organy samorządu nie podejmują żadnych działań systemo­wych zmierzających do wdrożenia jakościowych zmian. Nie wydaje się przy tym, aby możliwe było zastąpienie ich: gratulacja­mi byłego prezesa Naczel­nej Rady Adwokackiej pod adresem kandydatek na funkcje rzecznika dyscypli­narnego i prezesa Sądu Dyscyplinarnego podkre­ślające ich odwagę w stawaniu w szranki z kolegami; podziękowania­mi aktualnego prezesa NRA kierowanymi na ręce pań za sprawne przepro­wadzenie z ich udziałem Nadzwyczajnego Krajowe­go Zjazdu Adwokatury, czy elementami programu kandydata do pełnienia tej zaszczytnej funkcji – który wprawdzie dostrzega w przyszłości potrzebę pochylenia się np. nad zagadnieniem macierzyń­stwa, ale na bieżąco – ma­jąc po temu uprawnienia – nie zwiększa udziału kobiet w pracach kolegium redakcyjnego palestry i nie wprowadza (choćby czasowego) parytetu w publikacjach.

Zachodzące zmiany, choćby na razie sprowadzały się jedynie do deklaracji, wskazują, że adwokatura jest u progu przemian, które mogą mieć kobiecą twarz.

Czy tak będzie? Przekonamy się niebawem, a tymczasem zważywszy że izba warszawska za kilka dni podejmie kluczowe dla siebie decyzje, a wraz z nią17 pozostałych izb koleżankom, które postanowiły poddać swe kandydatury pod głosowa­ nie, życzę, aby poznały smak kobiecego wsparcia w realnym życiu. Obie płcie muszą mieć przecież w świecie równe prawa.

Już czas, aby adwokatura to dostrzegła, nie poprze­ stając jedynie na słownych deklaracjach.