Pod koniec 2019 r. do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęła skarga, w której adwokat domaga się stwierdzenia niezgodności z konstytucją przepisów rozporządzenia w sprawie ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów pomocy prawnej udzielanej z urzędu w zakresie stawki maksymalnej opłaty za czynności adwokackie w sprawach z zakresu ochrony zdrowia psychicznego (240 zł plus VAT).

Zdaniem skarżącego wysokość honorarium jest niezgodna z prawem do godnego wynagrodzenia, jeśli zważyć na niezbędny wkład pracy (udział w ośmiu rozprawach), stopień skomplikowania sprawy (trzy opinie biegłych uzupełniane ustnie na rozprawach oraz siedem pism procesowych i apelacja) oraz wagę sprawy (pozostawanie klienta w zamkniętym zakładzie opieki leczniczej). Skarżący jest zdania, że wynikająca z rozporządzenia regulacja przenosi ze Skarbu Państwa na adwokata koszty świadczenia pomocy prawnej. Prokurator generalny uważa zaś, że obowiązujące zasady ustalania wynagrodzeń starają się uwzględniać zarówno interes osób wykonujących zawód, jak też interes obywateli. Rozwiązania te muszą nie tylko uwzględniać adekwatność wynagrodzenia pełnomocnika do jakości i ilości jego pracy, lecz również brać pod uwagę możliwości majątkowe społeczeństwa oraz interes społeczny.

Nie ulega wątpliwości, że wynagrodzenia za sprawy prowadzone z urzędu od lat budzą kontrowersje. Są bowiem nieadekwatne do pracy i zaangażowania, których wymagają. Trudno jednak racjonalnie oczekiwać, że niejako z nadania państwa – jak to postrzega wiele osób – adwokaci pełnymi garściami będą czerpali z możliwości wykonywania koncesjonowanej pracy. Punkt widzenia pełnomocników i obrońców to jedna strona medalu, druga to powszechne odczucia społeczeństwa, często wynikające z braku rzetelnej informacji.

Obawiam się, że tak jak gorączka jest oznaką choroby, tak też kwestia wynagrodzeń jest tylko jednym z objawów dolegliwości trawiących od lat wymiar sprawiedliwości. Niezależnie od tego, czy mówimy o wynagradzaniu pracowników administracyjnych sądów i prokuratur, asystentów, sędziów, pełnomocników czy poruszamy się w obszarze egzekwowania ich obowiązków, godzin pracy, usprawiedliwień nieobecności, a nawet prawa do odpoczynku, okazuje się, że konflikty powstają tam, gdzie dochodzi do niezrozumienia się nawza- jem przez przedstawicieli zawodów prawniczych.

Adwokaci niechętnie rozgrzeszają sędziów z opóźnień w wywoływaniu spraw z wokandy i oburzają się, ilekroć sędzia odmawia odroczenia rozprawy z powodu kolizji terminów pełnomocnika. Sędziowie nie rozumieją, dlaczego ich częsta porada ujęta słowami „wobec tego proszę ustanowić substytuta” wywołuje sprzeciw i nie działa jak czarodziejska różdżka.

Członków palestry irytują godziny, w których czynne są biura podawcze, a pracowników sądów oburzają telefony wykonywane na pięć minut przed zamknięciem BOI. Sędziowie nie rozumieją adwokatów, adwokaci sędziów, pracownicy administracyjni oczekują zrozumienia dla ich niekiedy subtelnego zaangażowania, tłumacząc je niskimi poborami. Sędziowie sądzą, że adwokaci są bogaci, a sprawy z urzędu prowadzą dla przyjemności. Adwokaci zazdroszczą sędziom bezpieczeństwa zatrudnienia i godnej płacy, a asystenci i praktykanci są zdania, że oni jedyni pracują dużo, zarabiają mało, a i tak nikt ich nie docenia. W konsekwencji mamy do czynienia z wybuchową mieszanką błędnych założeń, chybionych wniosków i wzajemnych nieporozumień, nad którymi rękę trzyma Ministerstwo Sprawiedliwości.

Prowadzenie spraw z urzędu najpewniej nigdy nie będzie wynagradzane na zasadach rynkowych. Nie chodzi tu jednak o zarobek, lecz elementarne poczucie godności i potwierdzenie, że ważna społecznie praca jest doceniana, a wynagrodzenie nie stanowi jałmużny. Nikomu nie chodzi o medale, wyróżnienia i stanie w pierwszym rzędzie do pakietu szczepień, lecz zwykłe zrozumienie, że praca w obszarze wymiaru sprawiedliwości jest istotna z perspektywy państwa i jego obywateli, że ma znaczenie i wysiłek włożony w jej wykonywanie uzasadnia subtelne oczekiwanie ekwi-walentności świadczeń. Sądzę jednak, że tak długo, jak długo wszystkie zainteresowane strony, z Ministerstwem włącznie, z czystym sercem i szlachetnymi intencjami nie usiądą do wspólnego stołu, będziemy wszyscy dreptać w miejscu.